15.05.2016

„(S)pokój” Fotograficzne słowo na niedzielę z Olsztyna. Tydzień 15

fotograf poznań teksty o fotografii copywriting dziennikarz fotograficzny wywiad dziennikarz redaktor

Żal mi się ostatnio zrobiło, kiedy zdałem sobie sprawę, że fotografia nigdy nie dostanie Pokojowej Nagrody Nobla. Że łatwiej przyznać ją Lechowi Wałęsie albo Barackowi Obamie niż jej – niosącej dokumentalny obraz wojny, konfliktu i cierpień z całego świata. O takiej liczbie oczu i porównywalnym zakresie ogniskowych, obsługująca satelity CIA może sobie tylko pomarzyć. I Barack Oba ma też. Reporterzy śledzący najdrobniejszy ruch niszczycielskiej siły na usługach Zła są w każdym zakątku globu, zawsze w centrum wydarzeń. Niesieni powołaniem, na własnym ciele doświadczają niejednokrotnie tego samego odłamka bomby czy kuli z karabinu co ci, których próbuje się z premedytacją uśmiercić. Nie zamykają się w swoich ciepłych pokojach, o pokój walcząc świadectwem doświadczanego obrazu, a nie przyciskiem na tablicy rozdzielczej pocisku ziemia-ziemia. Oczywiście, z siłami Zła można zmagać się i na wózku inwalidzkim, w jasyrze, z opaską na oczach i z przystawioną do skroni Lufą karabinu. Ale obraz ma siłę nieporównywalnie większą. I dlatego też, o ironio, pokojowego Nobla nigdy nie otrzyma. Bo zaprzęgnięta do służby w portalach internetowych, wielu gazetach codziennych i telewizji, pełni rolę służącej na garnuszku kolejnych obyczajowych aferek, krzewienia nienawiści i zawiści oraz straszenia chemicznymi chmurami zatruwającymi nasze organizmy. To życie podziemne fotografii. Druga strona medalu. Pan Hyde we własnej osobie.

A można żyć inaczej, chociażby na chwilę. I to nawet w dobie cyfryzacji życia, sfejsbukowania więzi społecznych i spętania produktami „wiodącej firmy”. Pamiętacie moment śmierci papieża-Polaka? Nasze małe światy wypełniły nagle obrazki pokoju, przebaczenia i współczucia. Większość z nas poczuła się czystsza, bardziej otwarta na drugiego człowieka i spokojniejsza. A wystarczyło, że Zło zeszło na chwilę z afiszy. Konflikty i ludzkie cierpienia trzeba oczywiście nagłaśniać i do tego fotografia wraz z pokrewnym jej filmem nadaje się najlepiej, ale każdemu z nas przydałby się niezardzewiały zawór bezpieczeństwa, dzięki któremu chociaż na parę dni można by uwolnić się od gubiącego psychikę natłoku informacji o handlowaniu zdjęciami piersi księżnej Kata albo skandalu z księdzem, który bitą śmietanę miast do miseczki na kolana nakładał.

A życie podziemne fotografii? Cóż, jest tak w nią wpisane, jak w działania pokojowe Baracka Obamy przypadkowe ofiary, a w Lecha Wałęsę — opowieści jego żony. Wszystko, jak ludzie, posiada swoje dwie strony. Ważne jest przy tym, by od czasu do czasu, jeśli szuka się tylko obrazów nieszczęścia i sposobu na wygranie reportażowych konkursów, w których one dominują, mieć siłę spojrzeć na jej radośniejszą stronę i zaprzyjaźnić się z nią. Bo szybko może się okazać, że aby wygrać World Press Photo, trzeba będzie odnaleźć szczęście tam, gdzie wcześniej sfotografowało się cierpienie.