“Fotografia może być dowodem na istnienie Boga”. Fotograficzne słowo na niedzielę z Torunia. Tydzień 9.

Wszechświat zbudowany jest z przeciwieństw. Materii i antymaterii. Czarnych dziur i supernowych, kobiet i mężczyzn, cukru i insuliny, Boga i szatana, matryc i filmu, papieru i Internetu, leków i chorób, słów i milczenia, grawitacji i nieważkości, obiektywizmu i subiektywizmu, Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, w końcu dobra i zła. Jedno bez drugiego nie może istnieć.

Dopełnienie jest konieczne dla zachowania homeostazy. A jeśli na co dzień ani Droga Mleczna, ani ruch galaktyk zdają się nie mieć żadnego wpływu na nas (a my na nie), to w rzeczywistości jest zgoła inaczej. Ten, kto patrzy na Uniwersum jako całość, nie ograniczając swego istnienia do trzech portali, koniecznych do funkcjonowania wypijanych w ciągu dnia czterech filiżanek kawy, ilości pieniędzy w portfelu i menu baru sushi za rogiem, zauważa więcej. Chcemy czy nie, oddziałujemy na Kosmos, chociaż w mikroskali. Będąc dziećmi gwiazd, ponieważ atomy naszego ciała zostały wypalone w ich jądrach, posiadamy energię i masę, a dzięki temu wolę oraz sposobność zmieniania Ziemi. Ale jeśli nam odebrać ten przywilej, wykluczyć niewyobrażalne, wpisać w ramy rozwiązanych matematycznych równań, skryć obraz wypełnionego gwiazdami nieba, rodzącego więcej pytań niż zadała Monika Olejnik, pozbawić widoku bezkresu oceanu oraz wiary w niemówiącego naszym językiem Boga, staniemy się… doskonali. Wpasowani w świat bez tajemnic — do jakiego próbują nas przekonać naukowcy, politycy i ekolodzy, dla których za tysiąc lat to już jutro — będziemy niczym błyszczące, ale tępe, nudne narzędzia.

Istnienie Boga jest największą niewiadomą. Być może jeden z dowodów na Jego obecność znajduje się w fotografii. Nie, nie myślę o przypuszczeniu, że kiedy niebo rozrywają błyskawice, On robi nam zdjęcia. Spójrzcie na swój sprzęt fotograficzny. Jak doskonałe jest to narzędzie obrazowania świata: poczynając od obiektywu złożonego z czystych, różnie ukształtowanych soczewek, przez przesłonę, aż po wyrafinowany sposób zapisu światła na filmie bądź matrycy. To my, ludzie, jesteśmy tego twórcami. A teraz podejdźcie do lustra i spójrzcie w swoje oko. Zamknijcie je i otwórzcie. Przesłona działa, autofokus — też. Pomyślcie o przetworniku obrazu — mózgu i jego twardym dysku, czyli pamięci. Nie jesteśmy ich twórcami. O ile nasza architektura jest bardziej skomplikowana od tego, co stworzyliśmy, prawda? Skoro tak, istota lub siła, która skomponowała nas, musi być przynajmniej równie doskonała. Nie mniej, a na pewno — doskonalsza.

A może Boga wcale nie ma? Może istniejemy tu, jak chcą tego darwiniści, bo dinozaury, zmiecione kosmiczną czołówką, ustąpiły pola małym ssakom? Czy stworzeni w czasie ery dinozaurów, poradzilibyśmy sobie ze zdominowaniem ich? To nie byty tchórzofretki…

Pewne są jedynie cztery rzeczy na świecie. Dwie już znacie: śmierć i podatki. Trzecia to fakt, że żywotność reklam drukowanych jest większa niż tych wyświetlanych w Internecie. A czwarta? To, że jesteście w stanie zrobić zdjęcie, które wpłynie na los świata. Chociażby w mikroskali. Niemożliwe? Wszechświat nie zna tego pojęcia.

Post scriptum: Chętnych do dyskusji o fotografii w Olsztynie i poza nim zapraszam na kawę, co tydzień w niedzielę. Możesz umówić się ze mną wysyłając wiadomość.

Paweł Staszak

Autor: | Opublikowano:

Napisz komentarz

Autor: | Opublikowano: