“Lady Gaga i balans bieli”. Fotograficzne słowo na niedzielę z Warszawy. Tydzień 6.

Jeśli do tej pory nie spotkaliście na swojej drodze nauczyciela fotografii, na uczelni sztuki ĄĘ, na wakacyjnym kursie w otoczeniu nagich, leśnych muz albo pana Włodka — rzemieślnika z Wielkiej Lipy, powiat trzebnicki, musicie mieć pakt z diabłem. Bo tylko oni uczą, że balans bieli jest do wykonania poprawnej, nawet czarno-białej fotografii, konieczny jak litera „a” w słowie „Antarktyda”, podczas gdy jest tak niezbędny jak kompas do lepienia śnieżek.

Świat ma różne kolory o różnych porach dnia, a śnieg wcale nie jest biały, tak jak przywieziony z Księżyca kamień na Ziemi jest niebieskawy, a nie srebrny. Bo kolory mają barwy umowne i dotyczy to nie tylko kosmicznych skal, ale i ziemskich odcieni. Bezchmurne niebo w słonecznym świetle poranka i zachodu wyglądu przecież inaczej, co nasz mózg rejestruje bez pomocy aparatu. Z nauczycielami fotografii, wpajającymi między innymi zasady balansu bieli jest podobnie jak z psychoterapeutami próbującymi naprostować człowiekowi widzenie świata, podczas gdy autorska fotografia przypomina raczej anarchizujące zakochanie — złudny stan, w którym nawet nawiezione po orce pole jest zabarwione na różowo.

Balans bieli jest przydatny tylko wtedy, gdy robi się fotografię reporterską, mającą oddać prawdziwy stan rzeczy. Musi być wtedy niczym dojrzała miłość ze swoimi zmarszczkami od śmiechu i płaczu. W innych przypadkach powinna zachowywać się raczej jak polaroid — z narwaną kolorystyką, gdzie nie wiadomo, czy śnieg będzie zabarwiony na żółto czy fioletowo, a niebo będzie pochodzić z Ziemi czy z Marsa. Nawet współczesna amerykańska produkcja dotrzymuje temu oldschoolowemu sprzętowi kroku w urozmaicaniu rzeczywistości kolorami, w dodatku na przekór goszczącej wciąż na salonach poprawności politycznej. Amerykanie w obsesyjnym dążeniu do doskonałości, od dziesięcioleci pragnąc wyprzedzić Japończyków, znowu wszystko spartolili. I dzięki Bogu! Są ostatnią ostoją magentowego śniegu, nieba z piekła rodem i pięknie beznadziejnych, kolorowych fotogramów. A Polaroid pozostaje w tym niczym jego dyrektor kreatywny, Lady Gaga: nieobliczalny, kontrowersyjny i widzący świat bez balansu bieli. Bo taki, który spionizowałby Lady Gagę, jeszcze się nie narodził. Ale takich, którzy od pierwszego wykładu niszczą w słuchaczu autonomiczne widzenie kolorów świata, jest więcej niż prawników posyłających za kratki niewinnie oskarżonych.

Prawdziwe nauczanie nie jest rozprawą na temat balansu bieli, ale batalią o balans pomiędzy obiektywną techniką a subiektywnym stylem ucznia. Ze wskazaniem na ten ostatni. Bo tylko wtedy śnieg będzie eksplodował feerią barw.

Paweł Staszak

Autor: | Opublikowano:

Napisz komentarz

Autor: | Opublikowano: