“Płoniesz czy gaśniesz?” Fotograficzne słowo na niedzielę z Olsztyna. Tydzień 14.

Podobno każdy z nas nosi w sobie iskrę bożą. Talent. Przeznaczenie do kształtowania świata wedle swoich zdolności. Nikt tego naukowo nie dowiódł, przypuszczenie pozostanie zatem jedynie teorią o humanistycznych i predestynacyjnych przesłankach. Wiele natomiast wskazuje na to, że większość z nas szuka swego powołania nie tam, gdzie trzeba.

Szkolimy się, wybierając kierunek studiów najczęściej z powodu adekwatnej do wyobrażenia swego przyszłego społecznego statusu nazwy. Controlling finansowy? Psychologia transportu? A może auditing? Nie! Fotografia! Jest modna i można robić zdjęcia gwiazdom z plakatów, które wiszą na ścianie w moim pokoju. Nie szkodzi, że kręci mnie paszoznawstwo… Przypomina to chęć podłożenia ognia w akwarium wypełnionym wodą.

Stadne podążanie za modą towarzyszy nam od czasów zamiany noszonych na barkach zwierzęcych skór na ekologiczne worki z konopi z dziurami na tułów, głowę i ręce. Dziś mamy hipsterskie klubokawiarnie przesiąknięte zapachem mielonej kawy wymieszanej z perfumami od 400 złotych za flakon i porozkładanymi na stolikach świecącymi, nadgryzionymi jabłkami. Wśród przewijających się tam codziennie artystów nie brakuje bywalców w czapkach i szalikach. To my — fotograficy. Myli się jednak ten, kto myśli, że jesteśmy jednakowi. O nie. Nosimy w sobie identyczną umiejętność patrzenia przez obiektyw, ale tak różnorodną, jak ogromna jest różnica pomiędzy francuskim szalikiem z jedwabiu a radziecką onucą.

Czynnikiem decydującym o typologii fotografów jest właśnie wewnętrzny ogień. Potrafi się tlić, skrzyć, buchać, pochłaniać albo gasnąć. Może też udawać, że jest nim, nadrabiając wyszukanymi frazesami wyniesionymi z wykładów teoretyków, po usłyszeniu których czuję się jak program komputerowy, który właśnie dokonuje „kompaktowania strumienia zabezpieczeń deskryptora”.

Ci, którzy tlą się jak węgiel drzewny w grillu, są niczym uśpieni niedostatkiem tlenu w zadymionym Bombaju i odzyskujący swą sprawność po hauście świeżego powietrza. Skrzący się robią dużo zamieszania wokół siebie i paradują odziani w błyskotki: lśniący laptop, czarne okulary, szalik od Burberry, kluczyk z logotypem czterech kółek ze zbiorami wspólnymi. Mają czas na zdjęcia? Oczywiście! Jutro, najlepiej pojutrze, za rok może. Buchający za to nie śpią po nocach. Za dnia zresztą także. Wskazujący palec mają zespawany na sztywno ze spustem migawki. Kiedy nie fotografują, co zdarza się im tylko w momencie utraty przytomności z powodu wyczerpania, to o fotografii myślą. Gdyby podłączyć ich mózgi do krajowej sieci energetycznej, z powodzeniem można by zamknąć elektrownie. Ich wewnętrzny ogień unicestwia wszystko, co fotografią nie jest, koniec końców przekształcając ciastko owsiane w soczewkę jednostronnie wypukłą, a płytę chodnikową w idealne odwzorowanie przetwornika obrazu w skali 1:30. Gasnący (nie mylić z wygaszanymi, którzy po spełnieniu swego powołania odchodzą z tego świata) byli fotografami przez chwilę tak krótką jak mrugnięcie drogowymi światłami samochodu z naprzeciwka ostrzegającym przed patrolem policji. O dziwo jednak, w hierarchii są sytuowani najczęściej wyżej niż skrzący się, bo często zapisują się na kartach historii jedną wyjątkową fotografią.

Po co w ogóle ustalać typy? — zapytacie. Bo zapominamy powoli, kim jesteśmy i gdzie jest nasze miejsce na świecie. Żyjemy wszystkim, ulegamy bezkrytycznie modom, poddajemy się większości, zatracając swoją wyjątkowość. Boimy się wyzwalającej prawdy, krytyki, która motywuje. Chcemy mieć rację, nawet czując, że jej nie mamy. Każdy z fotografów, do jakiej kategorii by go nie przypisać, jest temu nurtowi sztuki jednak potrzebny. Dzięki temu świat jest fascynujący i wielobarwny. A przejść z niższego na wyższy poziom wtajemniczenia jest banalnie łatwo. Wystarczy zmieszać ze sobą w proporcjach jeden do jednego: chęć, postanowienie, wytrwałość, pracę i pokorę. 

Paweł Staszak

Autor: | Opublikowano:

Napisz komentarz

Autor: | Opublikowano: