fotograf olsztyn Paweł Staszak

Kobiety w F1, czyli pomysł na miliard baksów

Ciepła kąpiel w średniowieczu nie była tak prosta i przyjemna, jak dzisiaj. Nie każdego było stać na łaźnię, a ludzie przy tym sądzili, że częste mycie skraca życie. Kiedy do tego dopisała się dżuma, niewygoda domowego mycia stała się uciążliwą koniecznością. Argument separacji człowieka od much nie był przekonujący. Najpierw do wanny wchodził chlebodawca rodziny, później w kolejności: męscy członkowie rodziny, matka, a na końcu starsze dzieci i niemowlaki. Woda stawała się, ciało za ciałem, coraz brudniejsza. Zdarzało się często, że gubiono w niej nie tylko ozdoby, ale i małych potomków. Stąd przestroga przed wylaniem dziecka z kąpielą, co oznacza, by dla realizacji upatrzonych celów, nie stracić czegoś ważniejszego.

Bernie Ecclestone, jednoosobowa grupa trzymająca władzę w Formule 1, próbuje wylać z kąpielą swoje własne dziecko. Jeszcze mu się to nie udało, ale wanienkę już przechyla.

Gdy w 2005 roku większość Polaków nie wiedziała co kryje się pod nazwą „F1” mój telewizor, podłączony do wzmacniacza generował 130 decybeli najpiękniejszej melodii na świecie: dźwięku silnika w układzie V12. W co drugą niedzielę u sąsiadów na górze wylewała się z talerzy pomidorowa, a w oddalonej o 20 kilometrów wsi kwaśniało mleko. Właśnie wtedy moje bogobojne sąsiadki dowiedziały się, że Bóg  umie przemawiać przez silniki bolidów. Młodsze z nich przekonały się, że puszczany od poniedziałku do soboty techno i metalcore są słodkim kwileniem skowronka o poranku. Co drugi wyścig, trwający dwie godziny, oglądałem stojąc i gniotąc puszki od piwa w dłoniach. Dźwięk to nie wszystko. Kończące się pożarami tankowanie w boksach, wyrywane dystrybutory, potrąceni mechanicy, walka nie tylko o puchar, ale o życie mierzona w milimetrach. Mieliśmy wszystko. Mieliśmy herosów i niczego nie było więcej trzeba.

Dziesięć lat później moja kobieta zasypia podczas wyścigu, ja przeglądam ogłoszenia parafialne a decybelometr ledwo osiąga poziom 37. Start bolidów jest głośny jak upadek piórka na puszek z kaczuszek, dwugodzinny wyścig fascynujący jak grzybobranie. Większe emocje budzi we mnie reklama Whiskasa. Herosi zostali celebrytami,  których życie prywatne interesuje komentatora Borowczyka tak dalece, że słysząc relację czuję, jakby czytano mi nagłówki z Pudelka. Zastanawiam się czasem kiedy z jego ust dowiem się, że wczoraj Massie stopy pachniały lawendą. Jeśli w dodatku więcej uwagi poświęcam widzianym z góry modelkom w bikini opalającym się przy hotelowym basenie hotelu w Monte Carlo, obok którego przejeżdżają bolidy, to coś w tym cyrku ewidentnie nie idzie zgodnie z planem.

Formuła 1 przez kilka ruchów Ecclestone’a dostosowała się do naszych czasów. Nosi wąskie rurki, nabalsamowane włosy zaczesuje na bok, pije waniliowe latte i je odtłuszczonego steka z soi. Świat herosów dobiegł końca. Zresztą, przyjrzyjcie się im, co to za herosi? Szlochający Hamilton, którego miał czelność wyprzedzić siedemnastolatek, albo sfrustrowany i wytresowany pod dyktando kontraktu Alonso? Jedynie bohater jednego sezonu Button, oczekujący przyjścia swojego potomka za kierownicą zamiast w szpitalu nawet nie wzbudził we mnie szacunku. On i jego koledzy złożyli swoje jajka w depozycie u Ecclesone’a, właścicieli zespołów i sponsorów. Pani na platformie zadaje pytania, a Kimi się uśmiecha. Parę lat temu, nazywany nie bez powodu Ice Manem Raikkonen podnosił kąciki ust tak często, jak widzi się na niebie płonącą kometę zagłady. To media, to Bernie, to księgowi, spece od PR-u, to w końcu my zrobiliśmy z nich mazgajów.

Paradoksalnie mazgaje ci, mogą Formule 1 pomóc. Ponieważ nie przewiduję, że dla uatrakcyjnienia wyścigów kierowcom zabierze się pasy bezpieczeństwa, kokpity zbuduje się z dykty, a mechanikę oprze na zaufaniu do kleju biurowego, jedyne co pozostanie Ecclestonowi i spółce to wprowadzić do wyścigów, na równych prawach, kobiety. Wyobrażacie to sobie? Nie, że kobieta będzie prowadziła a wszystko inne będą odwalać  faceci. Nie. Prawdziwy babski zespół mechaniczek, inżynierek, właścicielek i kierowniczek. Emocje od parkowania, przez przejazd pit-lane bez stłuczki, aż po jazdę we właściwym kierunku! Memom nie byłoby końca, a Ecclestone zyskałby 79-procentowy wzrost widowni. Więcej! Gdyby Zientarskiemu zabrakło tematów dalekich od konkursów esemesowych, Khystanowi Sobiehajskiemu skończyłby się dwustronicowy słownik wyrazów języka polskiego, a Borowczykowi znudziła się paranoja odwiecznej walki Alonso z Hamiltonem, pozostałaby  wisienki kobiecego tortu: pierwszy poród w boksie, karmienie dziecka przed wyścigiem, syndrom napięcia przedmiesiączkowego,  pięknie opalizujący puder w kamieniu idealnie komponujący się ze słońcem Hiszpanii i nawierzchnią toru oraz zachwycająca uroda Kena – partnera kierowniczki.

A stroje? Tylko pomyślcie. Kwiatowe wzory na kaskach, wiosenna i zimowa kolekcja kombinezonów, buty na wysokim obcasie, spryskane szampanem koszulki…

I powiem wam, że gdyby to wszystko mogło okazać się ciałem, kibicowałbym kobietom. Nawet, gdyby ślimaczyły się w ogonie, gdyby dublowano je po trzy razy, gdyby miały nie stanąć na podium kilka sezonów pod rząd. Moja kobieta, jak miliony jej podobnych, nie gotowałaby obiadu w niedzielę, a ja trzymałbym kciuki za kobiecy zespół tak mocno, jak kiedyś za Kubicę. A cały wyścig przestałbym, jakby to nie zabrzmiało, na baczność.

Bernie, jesteś biznesmenem. Właśnie podałem ci na tacy pomysł na zarobienie miliarda dolarów w ciągu trzech lat. A to nie jest dziecko, które można wylać z kąpielą.

Autor: | Opublikowano:

Napisz komentarz

Autor: | Opublikowano: