“Blaski i cienie”. Fotograficzne słowo na niedzielę z Olsztyna. Tydzień 7.

O tym, jak ważny jest cień w życiu człowieka wiedzą najlepiej kobiety. Dobrze położony czyni cuda. Źle użyty może zaszkodzić jak spoglądanie gołym okiem na Słońce przez kilkadziesiąt sekund.

To samo z dobrem i złem. Pierwsze nie zawsze wiąże się staniem w aureoli światła, a drugie— z pozostawaniem w cieniu. Świat jest przepełniony ich odmianami i wzajemnym przenikaniem się, a eksploatowana codziennie elektroniczna ziemia chłonie wzorce swego analogowego odpowiednika niczym gąbka. I zamyka się. Nie tylko z powodu wprowadzanych opłat za dostęp do pełnych, rzetelnych, sprawdzonych informacji, co jest światłem w tunelu wiedzy wszelakiej i niesprawdzalnej.

Internet powoli przechodzi w cień walki o anonimowość. Odparte ACTA wejdą pod inną nazwą tylnymi drzwiami i staną się powszechnie obowiązujące niczym kontrole na lotniskach, monitoring na ulicach albo nowe policyjne wydziały do ścigania cyberprzestępczości. Nieład, którym rządzi się Sieć, zostanie ukrócony. To kwestia walki naszego pokolenia na rzecz kontrolowanej demokracji, w której żyjemy i przeciw której nikt przecież, prócz garstki blogujących oponentów, codziennie nie występuje. Czasy Internetu, jaki znamy, mijają. Zmienić jego obraz chcą też mądrze ci z nas, którzy dbając o swoją anonimowość, stopniowo usuwają się w cień społecznościowego życia, świadomie rezygnując z esemesyzacji komunikatu. Robią to – pomijając degenerację psychiki spowodowaną natłokiem informacji – z lęku przed otagowaniem twarzy z koleżeńskiej imprezy, dzięki której traci się i twarz, i najczęściej kolegów. Polujący na „momenty” z aparatami w telefonach niczym paparazzi na gwiazdy nie uznają ani naszej wolności, ani prawa do ochrony wizerunku.

Bo taki jest Internet. Nie ucieleśniając zasady Rousseau, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego, pozostaje splątany chaosem. Niespełna siedem lat temu, w czasach internetowej anarchii ukradziono mi z premedytacją cyfrową fotografię i rozesłano do znajomych, pragnąc udowodnić, że prawo jest bezsilne w takich przypadkach, a moje wpisy pod zdjęciem o ochronie utworu przez ustawę są dziwactwem. Nie były. Sprawa zakończyła się jeszcze wtedy w Wydziale Przestępstw Gospodarczych, została opisana w mediach, a portal galeryjny, z którego skopiowano zdjęcie, od tamtego czasu powiela zastrzeżenie o prawach chroniących utwór, jakim jest fotografia. Cień ustąpił pola światłu jak na doskonale wykonanym zdjęciu, w którym zamieniają się one miejscami. Bo przekonanie, że jedynie bez światła nie byłoby zdjęcia jest tak prawdziwe jak pewność, że na Boże Narodzenie spadnie śnieg. Pięćdziesiąt procent. Fotografia, jak nasze życie, nie istniałaby także bez cienia. Pomijam fakt skali makro, że gdyby na niebie było chociażby jedno słońce więcej, jako małe ssaki nie wyszlibyśmy z podziemi, co dopiero mówić o zrobieniu zdjęcia. A ciemnia? Spróbujcie wywołać negatyw i zrobić odbitkę za dnia. Że to już nie te czasy? Więc proponuję sfotografować cokolwiek przy pomocy wyciągniętej na zewnątrz aparatu matrycy. No nie da się. Cień fotografii potrzebny jest tak samo jak światło. Oba przenikają się, niczym na kobiecej twarzy, tworząc jej trójwymiarowość Bo zdjęcia to dokumentacja naszych małych światów, przesiąkniętych nie tyle walką światka z cieniem, co ich koegzystencją w imię doskonałości. 

Post scriptum: Chętnych do dyskusji o fotografii w Olsztynie i poza nim zapraszam na kawę, co tydzień w niedzielę. Możesz umówić się ze mną wysyłając wiadomość.

Paweł Staszak

Autor: | Opublikowano:

Napisz komentarz

Autor: | Opublikowano: