poznań fotografia bastei saksonia szwajcarska

Bastei, Drezno, Szwajcarska Saksonia, czyli odkrywanie Niemiec na nowo.

„Niemcy?! Aż na weekend?! I to w góry?!”

Ojczyzna wurstów były dla mnie magiczna w latach osiemdziesiątych i początku lat dziewięćdziesiątych. W tych pierwszych każdy chciał mieszkać w erefenie, w drugich – pojechać tam, by pojeździć wypasionym wozem wujka, przekonać się czym są galerie handlowe, zjeść tureckiego kebaba i zakosztować szybkiego Internetu wypełnionego pornosami. Pod koniec lat ’90 jeździłem już tylko z dziewczyną do Phantasialand i na koncerty Bon Jovi, który długo miał w dupie Polaków. W 1997 kapitalizm zaczął u nas przyspieszać i zjednoczone Niemcy przestały być czymś wyjątkowym. Nagle rodzina z Niemiec zaczęła przyjeżdżać do nas podobnie jak towary z Lidla.

Dwadzieścia dwa lata później wpadł mi do ręki „Kordian” Słowackiego. „Pojedźmy tam!” – usłyszałem, gdy opowiedziałem Monice, gdzie powstała okładka książki.

No i pojechaliśmy. Do Szwajcarskiej Saksonii, by zobaczyć Góry Połabskie, sławną Bastei i najsłynniejszy niemiecki krajobraz.

Z Poznania mieliśmy niespełna czterysta kilometrów dobrymi drogami szybkiego ruchu i autostradami. Niespieszne cztery godziny jazdy. Kiedy dotarliśmy do wynajętego mieszkania na wsi nieopodal Neustadt in Sachsen gospodarze, prowadzący małe gospodarstwo, przywiali nas osobiście i z niespotykaną serdecznością. Spodziewałem się chłodnego powitania w stylu strażników obozów koncentracyjnych, a w zamian dostaliśmy uśmiechy szerokie jak niemieckie Autobahny i nieskazitelnie czyste mieszkanie, wyposażone we wszystko, włączając w to świeżo ścięte srebrnym sierpem o poranku polne kwiaty. Na dodatek wieczorem pojawiła się przed naszym progiem butelka regionalnego wina bez akcyzy, które wypiliśmy we czwórkę, opowiadając sobie nawzajem polsko-niemieckie historie. Ja – po angielsku, Monika – biegle po niemiecku, czym zyskała jeszcze większą sympatię Tino i Ivonne, popartą obietnicą niezmiennej ceny przy najbliższej okazji.

Jak napisałem, droga nie była trudna, więc tego samego dnia (przed butelką wina) pojechaliśmy, by w trzydziestostopniowym upale zobaczyć Bastei – piaskowe skały, na których w średniowieczu stała warownia. Bastei robi wrażenie, dopóki nie dowiesz się, że pomiędzy nią a innymi formacjami skalnymi obok, jeszcze sto milionów lat temu, płynęły wielkie rzeki. Jak gargantuiczne były można sobie wyobrazić spoglądając z Bastei na koryto marnej po nich pozostałości – Łaby.

Nazajutrz, po butelce świetnego, czerwonego półsłodkiego, pojechaliśmy w stronę Bad Schandau, by potelepać się jadącą pod prąd i praliżującą publiczny ruch górską kolejką. Zanim tam dotarliśmy, zatrzymaliśmy się w jednej z dolin, by zobaczyć jedno ze skalnych miast i uszczuplić niemieckie zapasy źródlanej, górskiej wody.

Wieczorem czekało na nas, opuszczone przez mieszkańców z powodu upałów i wakacji, Drezno. Czterdzieści kilometrów do przejechania lokalnymi drogami lepszymi niż nasze „eski” było ponowną, czystą przyjemnością. Stolica Saksonii nie jest wyjątkowa, nie ukrywajmy. Może się podobać, choć w jego przypadku jest odwrotnie niż z Bastei – wrażenie znika, gdy dowiesz się, że wszystkie budynki, które przyciągają wzrok są nieoryginalne jak warszawski Zamek Królewski. Zostały, co prawda, odbudowane po wojennej pożodze z niesamowitą dbałością o szczegóły, jednak nie zmienia to faktu, że to fejki.

Wielbiciele zabytków i nocnej, wielkomiejskiej atmosfery pokiwają z zażenowaniem za chwilę głową, gdy napiszę, że pojechaliśmy tam, by poczuć nie atmosferę miasta a zapach żarcia serwowanego w jednej z najlepszej niemieckiej hinduskich restauracji – „Taste of India”. I znowu pięciokilometrowy spacer był radochą. Tym bardziej, że kurczak i ryba w mango były tego warte. Podobnie jak niemieckie drogi, spotykana na każdym kroku niemiecka życzliwość oraz świadomość, że Cejrowski, który zapytany o to, do jakiego kraju nigdy nie pojedzie, odpowiada: „Niemcy”, bywa ograniczony na umyśle.

Saksonia stała się moimi drugimi Włochami.

Paweł Staszak

PS Wszystkie fotografie zostały zrobione kaloszem.

Autor: | Opublikowano:

Napisz komentarz

Autor: | Opublikowano: